<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Strzyga &#187; Archiwum recenzji</title>
	<atom:link href="http://strzyga.darknation.eu/?cat=4&#038;feed=rss2" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://strzyga.darknation.eu</link>
	<description>dark ambient, industrial, neofolk</description>
	<lastBuildDate>Fri, 24 Sep 2010 12:21:01 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2.1</generator>
		<item>
		<title>Archiwum recenzji (J &#8211; W)</title>
		<link>http://strzyga.darknation.eu/?p=72</link>
		<comments>http://strzyga.darknation.eu/?p=72#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 24 Sep 2009 09:00:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ammon</dc:creator>
				<category><![CDATA[Archiwum recenzji]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://strzyga.darknation.eu/?p=72</guid>
		<description><![CDATA[Krothor &#8211; Czerń Zazwyczaj odrzucają mnie płyty, które wyglądają na twór jakiegoś nawróconego metalowca. W większości z takich eksperymentów wychodzą niestrawne papki, które odstawiam w kąt po pierwszym przesłuchaniu. Krothor po części wpisuje się w tą niechlubną konwencję. Na płycie znajduje się siedem kompozycji, których nazwy wzbudzają we mnie pewien niesmak. Bo czego się można [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-72"></span><strong>Krothor &#8211; Czerń </strong></p>
<p>Zazwyczaj odrzucają mnie płyty, które wyglądają na twór jakiegoś nawróconego metalowca. W większości z takich eksperymentów wychodzą niestrawne papki, które odstawiam w kąt po pierwszym przesłuchaniu. Krothor po części wpisuje się w tą niechlubną konwencję.</p>
<p>Na płycie znajduje się siedem kompozycji, których nazwy wzbudzają we mnie pewien niesmak. Bo czego się można spodziewać po kawałkach zatytułowanych &#8222;Trumna&#8221;, &#8222;Głód&#8221;, albo &#8222;Strach&#8221;? Na szczęście z samą muzyką jest już lepiej. &#8222;Czerń&#8221; to dość zgrabnie zaaranżowane połączenie brzmień fortepianu, smyczków i instrumentów perkusyjnych. Całości dopełnia wokal, który jest niestety miejscami kompletnie niezrozumiały. Słuchając tego materiału odczuwa się pewną sztuczność i dość infantylną &#8222;mroczność&#8221; tych kompozycji, ale wszystko jest w miarę wyważone i przemyślane.</p>
<p>&#8222;Czerń&#8221; to opowieść o strachu i ciemnej stronie ludzkiej duszy. Objawia się to głównie w tekstach, które deklamuje autor. Trochę to naiwne i zbyt grafomańskie jak dla mnie, ale na pewno znajdzie swoje grono odbiorców. Ja do niego niestety nie należę. Trzeba przyznać, że autor dość dobrze przemyślał stworzone przez siebie utwory. Da się na tym albumie wyczuć próbę budowy atmosfery napięcia, niepewności i strachu. Dyskusyjnym pozostaje dobór środków, którymi Krothor starał się ów klimat uzyskać.</p>
<p>Płytę polecam wszystkim miłośnikom tego typu muzyki. Ja się do nich nie zaliczam, ale muszę przyznać, że &#8222;Czerń&#8221; zrobiła na mnie w miarę pozytywne wrażenie. Pomijając oczywiście jej otoczkę do której trzeba zachować zdrowy dystans.</p>
<p>5/10</p>
<p><strong>Nekyia &#8211; Slowmotion Downhells</strong></p>
<p>Mam szczerą nadzieję, że Nekyia już na stałe związała się z Beast Of Prey. Piszę tak gdyż jest to &#8222;nabytek&#8221; niezwykle cenny, a wręcz zjawiskowy jeśli spojrzymy na niego przez pryzmat polskiej sceny.</p>
<p>&#8222;Slowmotion Downhells&#8221; to dźwiękowa opowieść o umieraniu. Brzmi banalnie, ale w konfrontacji z muzykę ten motyw nabiera niezwykłego charakteru. Na płycie znajdziemy sześć powoli rozwijających się utworów, których szkielet stanowią ambientowe plamy, szumy i niepokojące odgłosy. Na to tło nakładane są ascetyczne, rytmiczne struktury zbudowane z pozornie nieadekwatnych do tego celu dźwięków. Z iluzorycznego chaosu wylania się przemyślana, niepokojąca struktura. Uderzyła mnie precyzja z jaką Nekyia operuje dźwiękami, żaden z nich nie jest zbędny, każdy ma swój własny cel. Z tego też wynika ascetyczność tego materiału, nie mam tutaj niczego co mogłoby zmącić specyficzną atmosferę tego albumu. Całości dopełnia wokal, ale tutaj niestety mam pewne zastrzeżenia. Teksty w języku angielskim brzmią trochę sztucznie, byłbym niezwykle rad usłyszeć na kolejnym materiale nasz rodzimy język.</p>
<p>Naprawdę rzadko zdarza mi się stykać z muzyką, która roztacza przede mną tak wyraziste, oniryczne krajobrazy. W tym tkwi siła tego albumu, trzeba go słuchać z dużym skupieniem, aby uchwycić jego esencję. Polecam dla wymagających.</p>
<p>8/10</p>
<p><strong>One Inch Of Shadow &#8211; Birthday of Angels and Mannequines</strong></p>
<p>One Inch of Shadow to dla mnie jeden z najlepszych rodzimych projektów. Niesamowity, oniryczny klimat, który tworzy jego lekko psychodeliczna twórczość robi na mnie ogromne wrażenie.</p>
<p>Taką muzykę odbiera się bardzo osobiście i na pewno niektórym nie przypadnie ona do gustu. Dla mnie te pozornie proste, jednostajne kompozycje, kryją w sobie niezwykłą głębię, olbrzymie pokłady niemożliwych do oddania emocji. Muzycy użyli wielu środków, aby zrealizować swoją wizję. Melodeklamacje podszywane są strzępkami melodii i rozwodnionymi plamami. Żywe instrumenty mieszają się ze spreparowanymi samplami, a klimat jaki się z tej syntezy wydobywa jest jedyny w swoim rodzaju. Nie silę się tutaj na żaden obiektywizm gdyż w wypadku zetknięcia się z taką muzyką nie ma on najmniejszego sensu. Cały urok tej płyty tkwi w wprawianiu słuchacza w specyficzny stan emocjonalny, jeżeli się to nie uda, czar pryska. Wydźwięk tego materiału nie jest jednoznaczny, z jednej strony uderza jego refleksyjność i specyficzna melancholia, a z drugiej momentami gęsta, duszna atmosfera.</p>
<p>Nie sposób oddać słowami aury tego albumu. Powinno to być bodźcem do próby osobistego skonfrontowania się z twórczością tej grupy. Jedyne do czego mogę mieć zastrzeżenia to momentami dość słaba realizacja techniczna, oraz nieco drażniące wokale (wielka szkoda, że nie są po polsku). Uwagę zwraca za to tajemnicza warstwa liryczna i nie mniej sugestywna oprawa graficzna. To wszystko składa się na jednolitą całość, do zapoznania się z którą zachęcam każdego.</p>
<p>9/10</p>
<p><strong>Onirot &#8211; Deus Ex Machina </strong></p>
<p>Onirot to włoski projekt dark ambientowy o którym tak naprawdę niewiele wiadomo. Nie wdając się jednak w nikomu niepotrzebne dywagacje muszę stwierdzić, że &#8222;Deus Ex Machina&#8221; jest jednym z najlepszych albumów w tym klimacie jakie było mi dane ostatnio usłyszeć.</p>
<p>Pierwsze co uderza po wysłuchaniu tego albumu to jego różnorodność, a zarazem jednolitość. Wszystko zdaje się układać w spójną, przemyślaną historię. Jednocześnie twórcy Onirot manipulują pokaźną ilością dźwiękowego materiału na który składają się nagrania terenowe, drony, różnego rodzaju sample i strzępy melodii. Nie brakuje również szczątkowych struktur rytmicznych i przetworzonych zaśpiewów. To wszystko składa się na niezwykle tajemniczą atmosferę, która nie pozwala się od tego materiału oderwać. Ciężko tak naprawdę opisać klimat tej muzyki, to jakby soniczny opis jakiejś kameralnej apokalipsy. Brzmi bezsensownie, ale inaczej nie potrafię tego wyrazić.</p>
<p>Płyta została wydana przez Inner Gravity Records. Oprawa nie jest zbyt ciekawa, ale zawartość broni się sama. Polecam każdemu miłośnikowi tego typu dźwięków.</p>
<p>8/10</p>
<p><strong>Paranoia Inducta &#8211; Gloria Laus</strong></p>
<p>&#8222;&#8221;Gloria Laus&#8221; to pierwsza cześć trylogii o nazwie LUX MUNDI. Trylogia jest trybutem dla wszystkich którzy umarli, byli zabici, oszukani, poniżeni i prześladowani przez katolicki kościół. To hołd dla wszystkich ofiar wobec których zamiast miłości, nadziei i braterstwa, zastosowano tortury i śmierć.&#8221; Jakieś to takie infantylne i metalowe. Nie należy się jednak poddawać pierwszym, częstkroć łudzącym odczuciom.</p>
<p>Anthony A. Destroyer uraczył nas kolejną odsłoną swojego muzycznego tworu. Tym razem wspomagają go eLL z Sui Generis Umbra i Robert Marciniak z Rukkanor. Całość została wydana w formie książeczki znajdującej się w zapieczętowanej kopercie. Od strony muzycznej ta pozycja prezentuje się jednak dość przeciętnie. Mamy tutaj sporo wypróbowanych patentów, stukotów, dudnień, nieokreślonych dźwiękowych pejzaży i chóralnych wstawek. Przy przesłuchiwaniu nie opuszczało mnie jednak wrażenie, że czegoś tutaj brakuje, jakiegoś wyróznika, który przykuwałby uwagę na dłużej. Całość trochę nuży, zlewa się w jednolitą całość pozostawiając słuchacza bez jakiejkolwiek refleksji. Na uwagę zasługują wokalizy eLL, które częstokroć naprawdę potrafią zbudować złowrogi klimat.</p>
<p>&#8222;Gloria Laus&#8221; zdaje się być zamkniętą, hermetyczną opowieścią. Brak w niej jedynie głównego bohatera. Być może pierwsza część tej trylogii to dopiero przymiarka, tło dla nadchodzących wydarzeń. Dość dziwne wrażenie robi również wizualna strona książeczki. Obok obrazów Memlinga i Klimta znajdziemy w niej jakieś szatany, czy też inne potworki.</p>
<p>Ta płyta na pewno znajdzie wielu przychylnie nastawionych odbiorców. Ja jednak szukam w takiej muzyce czegoś odmiennego niż to co zaprezentował tym razem Anthony A. Destroyer.</p>
<p>5/10</p>
<p><strong>Ritual Front &#8211; The Sun Of The Dead </strong></p>
<p>Ritual Front (trochę niefortunna nazwa w kontekście bardzo popularnych ostatnio nihilo-gejo bardów) to rosyjski projekt neofolkowy mający już na koncie pełnowymiarowy krążek &#8222;Lightning over Crimson Hill&#8221;. Ich kolejne dzieło to mini album wydany przez polski Bunkier Prod. Nie ma sensu owijać w bawełnę, jest to bez wątpienia jedna z najmocniejszych pozycji w dorobku tego labelu.</p>
<p>The Sun Of The Dead to kawał porządnego, rosyjskiego neofolku. Trzeci utwór to jednak wyjątkowo dość dziwne połączenie czegoś na kształt militarnej estetyki z ambientowymi tłami, stworzone przez niejakiego M.O.B.A.S&#8217;a. Uważam to niestety za najsłabszy moment tego albumu. O wiele ciekawiej przedstawia się reszta utworów. Świetne brzmienie żywych instrumentów wspierają niezbyt nachalne dźwięki syntezatorowych padów. Naprawdę przemyślane aranżacje są tłem dla surowych melodeklamacji Michaela. Całość wpisuje się w kontestujący zachodnie wartości rosyjski nurt neofolkowy. Obcując z tego typu zespołami ma się wrażenie naprawdę sporego ładunku szczerości jaki niesie ze sobą ta muzyka. Niektórzy traktują Ritual Front jako dość kontrowersyjny twór, ale ja jestem daleki od jakiś ideologicznych przemysleń na ten temat. Najważniejsza jest sama muzyka, a do tej nie sposób się przyczepić.</p>
<p>Z ciekawostek należy dodać, że do jednego z utworów wykorzystano wiersz Grażyny Chrostowskiej, polskiej poetki, zamordowanej przez nazistów w 1942 roku. Inny utwór to z kolei cover noisecore&#8217;owej kapeli Chimera, który udał się naprawdę bardzo ciekawie. Należy równiez wspomnieć o prostej i bardzo estetycznej oprawie wizualnej. To wszystko składa się na naprawdę bardzo solidną pozycję, szkoda jednak, że jest ona tak krótka (niespełna 30min).</p>
<p>8/10</p>
<p><strong>Storm Of  Capricorn / Paranoia Inducta &#8211; Jama</strong></p>
<p>&#8222;Jama&#8221; to kolejny album wydany przez Beast Of Prey na płycie cd. Materiał ten jest poświęcony tragicznym losom Bałkanów. Pierwsze co rzuca się w oczy to bardzo staranna forma wydania tego albumu. Rozkładane opakowanie formatu A5 z klimatyczną oprawą graficzną robi duże wrażenie. Podobnie jest zresztą z samą muzyką.</p>
<p>Split otwiera Storm Of Capricorn który prezentuje na tym albumie swoje bardziej eksperymentalne oblicze. Dark ambientowe tła mieszają się tutaj z klimatycznymi deklamacjami, wokalizami i bliżej nieokreślonymi dźwiękami. Całość prezentuje się bardzo spójnie i wytwarza niezwykle specyficzną atmosferę. Paranoia Inducta również zaskakuje. W swoich utworach miesza rytmiczne, industrialne struktury z elementami folklorystycznymi. Trochę zdenerwował mnie fakt że nigdzie nie jest wspomniane z jakich utworów zostały zaczerpnięte sample wykorzystane w utworach tego projektu. No chyba że owe folkowe wstawki zostały stworzony specjalnie na potrzeby tego albumu. W tej sytuacji zwracam honor autorowi.</p>
<p>Niewątpliwą zaletą tego albumu jest różnorodność utworów które się na nim znajdują. Pomimo tego &#8222;Jama&#8221; zdaje się być bardzo dobrze przemyślaną i spójną całością która wyraźnie nawiązuje do obranej przez twórców koncepcji. Naprawdę ciężko byłoby mi znaleźć drugi album który w tak zgrabny sposób łączy dark ambientowe plamy z elementami folku, oprawiając to wszystko w charakterystyczną, militarną atmosferę.</p>
<p>Polecam ten album każdemu kogo zaciekawił jego temat przewodni. Gwarantuję że się nie zawiedzie.</p>
<p>8/10</p>
<p><strong>The Joy  of Nature and Discipline &#8211; The Fog that Life is Haunted By </strong></p>
<p>The Joy of Nature and Discipline to projekt z Portugalii. Jego muzyka to bardzo zgrabne połączenie różnych elementów począwszy od neofolkowych wstawek a skończywszy na ambientowych pejzażach.</p>
<p>Na płycie znajdziemy 13 kompozycji pozbawionych tytułu. Zabieg ten wydaje się być celowy ponieważ utwory nie mają jakiegoś jednolitego charakteru który można by streścić w kilku słowach. Dźwięki natury zlewają się tutaj z brzmieniem prawdziwych instrumentów i ambientowymi plamami. Płyta jest bardzo spokojna ale zawiera w sobie pewną dozę tajemniczości i nienazwanego zagroażenia. Ten materiał zdaje się być trochę jak ta tytułowa mgła. Nie ma jakiegoś konkretnego kształtu ale wytwarza wrażenie że skrywa coś wymakającego się jednoznacznym opisom. Autor pomimo iż używa różnych konwencji utrzymuje jednak w każdym utworze specyficzny klimat. Trochę mi głupio ale przyznam się szczerze że nie umiem tej aury zawrzeć w słowach. Już dawno nie spotkałem się z czymś podobnym. Mógłbym oczywiście napisać o tej muzyce jeszcze bardzo dużo ale będzie to tylko zwykłe pustosłowie.</p>
<p>Album ten nie jest jednak pozbawiony wad. Mnie osobiście przeszkadza pewna surowość tego materiału. Wielokrotnie napotykałem na różne &#8222;clicki&#8221;, &#8222;pyrknięcia&#8221; i inne przeszkadzajki które mnie osobiście bardzo drażnią. Z drugiej strony ten zabieg (lub przypadek) powoduje że muzyka The Joy of Nature and Discipline wydaje się nie być napiętnowana sztucznością. Nie mogę temu projektowi zarzucić przesadnej syntetyczności co jest niestety zmorą twórców starających się czerpać inspirację z natury.</p>
<p>Pierwotnie materiał zawarty na tym albumie został nagrany w roku 2002 i 2003. Na płycie znajdziemy również dwa dodatkowe, nowsze utwory. Przyznam się szczerze że w mojej opinii te dwa ostatnie tracki są najlepszymi na tym albumie. Pozostaje więc tylko mieć nadzieję że The Joy of Nature and Discipline nie zaprzestanie swoich muzycznych eksperymentów.</p>
<p>Płyta została wydana w bardzo estetycznej, dość prostej formie co idealnie współgra z charakterem tego materiału. Polecam ten projekt każdemu kto lubi rzeczy tajemnicze i wymykające się jednoznacznej klasyfikacji.</p>
<p>7/10</p>
<p><strong>The Well of Sadness &#8211; Tarantella for the Death </strong></p>
<p>Ten album Daniela Giustra miał być &#8222;kolejną dawką mizantropii z upalnej Italii&#8221;. Mój niepokój wzbudziły już same pozdrowienia wypisane na okładce w których to autor dziękuje swojej miłości, mamie i przyjaciołom. Zapytałem więc w duchu cóż z niego za mizantrop? Niestety dość nijaki.</p>
<p>Trzeba jednak przyznać że forma wydania tego albumu naprawdę cieszy oko. Rozkładany, pięknie zadrukowany, szary karton w kształcie krzyża robi wrażenie. Niestety z samą muzyką nie jest już tak dobrze.</p>
<p>Na płycie dominują zapętlone, klawiszowe motywy połączone z zimnymi, elektronicznymi dźwiękami. Czasami pojawia się również wokal który niestety jest dość nijaki a czasami psuje wręcz utwór w którym się pojawia. Dźwięk jest dość mocno przybrudzony, na płycie usłyszeć można dużo trzasków które wydają się być wynikiem błędów w czasie nagrywania, a nie zamierzonym efektem. Najlepiej na tym albumie brzmią momenty w których autor całkowicie rezygnuje z klawiszowych motywów na rzecz ponurych, ambientowych plam. Niestety nie ma ich zbyt wiele. Wielka szkoda bo niektóre z nich są naprawdę bardzo dobre.</p>
<p>Gdy myślę o tym albumie na usta ciśnie mi się jedno słowo &#8211; nijaki. Na pewno nie jest on zły, wielu słuchaczy uzna go zapewne za dość dobry lub nawet bardzo dobry. Niestety mnie ten materiał w żadnym stopniu nie poruszył. Cała ta mizantropijna otoczka wydaje się być w kontekście muzyki dość infantylna a tego nie lubię najbardziej. Forma wydania jest jednak tak estetyczna że z miłą chęcią postawię sobie ten album na półce. Marna to jednak pociecha ;).</p>
<p>5/10</p>
<p><strong>V/A &#8211; Brewery In Piotrków Trybunalski</strong></p>
<p>Szczerze powiedziawszy na początku myślałem, że Infamis robi sobie jakieś jaja. Kompilacja dark ambient / industrial / neofolk dotycząca piwa to naprawdę nie jest coś czego mógłbym się spodziewać po Beast Of Prey. Wbrew pozorom udało się to jednak całkiem zgrabnie.</p>
<p>Pierwszym i kluczowym pytaniem jest : co do cholery wspólnego z piwem mają poszczególne utwory i ich wykonawcy? Okazuje się, że całkiem sporo, ale z dość przewrotnego punktu widzenia. Weźmy za przykład Hati, projekt, którego chyba nikt nie posądza o jakieś browarnicze konotacje. Jak się okazuje do nagrania swojego utworu używali puszek po piwie. Tak też jest w przypadku każdego utworu. Infamis dość starannie wyselekcjonował poszczególne kawałki i możecie mi wierzyć, że każdy z nich ma swoją podstawą bezpośrednio lub pośrednio związaną z piwem. Szkoda tylko, że nie zostało to jakoś szerzej ujęte we wkładce. Drugą kategorię zespołów są te, które w bezpośredni sposób nawiązują do tego wspaniałego alkoholu. Świetny kawałek Outofsight wprost idealnie nadaje się do wieczornej degustacji w gronie kolegów. Podobnie jest z pijackim Division S. Inne projekty na które polecam zwrócić szczególną uwagę to Nekyia (po prostu miażdżący utwór!), I.V. Lab, Isothesis, Krępulec i Asmorod.</p>
<p>Tą kompilację trzeba odbierać w odpowiedni sposób, jest to swego rodzaju zabawa formą. Najważniejsze, że dostajemy wraz z tymi dwiema płytkami naprawdę porządny kawał zróżnicowanej muzyki w wykonaniu wielu znanych projektów. Koncept schodzi w tym wypadku na dalszy plan. Oceny nie wystawiam z racji dość dużej przepaści stylistycznej dzielącej poszczególne projekty.</p>
<p><strong>Weihan / Westwind &#8211; 63 days &#8211; part VI </strong></p>
<p>Stoję przed bardzo trudnym zadaniem, oto przyszło mi recenzować materiał, który trwa ledwie jedenaście minut, a do tego składa się z dwóch utworów nagranych przez różne projekty. Sprawę komplikuje również tematyka tego &#8222;splitu&#8221;, która ma charakter wybitnie militarny, a ja nigdy nie byłem zwolennikiem syntetycznych hymnów przesiąkniętych infantylnym patosem.</p>
<p>Przejdźmy jednak do sedna sprawy, ta Epka to kolejna część serii poświęconej Powstaniu Warszawskiemu. Co na niej znajdziemy? To co zwykle chciałoby się powiedzieć. Marszowe rytmy, syntetyczne plamy, jakieś melodeklamacje i cały ten zestaw, który zwykle otrzymujemy słuchając podobnych albumów. Do gustu bardziej przypadł mi utwór Westwind, ale chyba jedynie ze względu na jego prostotę i melodyjność. Moim skromnym zdaniem ciężko jest wykrzesać z tych dźwięków jakikolwiek klimat, a co dopiero obrazować nim jeden z najbardziej ponurych rozdziałów w naszej historii. Powstanie Warszawskie w rytm elektronicznego plumkania? Nie, dziękuję.</p>
<p>Główną bolączką tego materiału jest brak jakiejkolwiek oryginalności, równie dobrze mógłby być (wyłączając kilka elementów) poświęcony jakiemukolwiek innemu wydarzeniu, a do mnie to niestety nie przemawia. Muszę jednak przyznać, że jeśli chodzi o czysto muzyczną stronę tego wydawnictwa to prezentuje się ona całkiem dobrze. Powstrzymam się jednak od ogólnej oceny z uwagi na długość tego materiału.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://strzyga.darknation.eu/?feed=rss2&#038;p=72</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Archiwum recenzji (G &#8211; I)</title>
		<link>http://strzyga.darknation.eu/?p=46</link>
		<comments>http://strzyga.darknation.eu/?p=46#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 24 Sep 2009 01:08:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ammon</dc:creator>
				<category><![CDATA[Archiwum recenzji]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://strzyga.darknation.eu/?p=46</guid>
		<description><![CDATA[Gale Grand Central &#8211; The 1944 Samaritan Manual Może wyjdę na ignoranta, ale powiem szczerze, że nie umiem sobie odpowiedzieć na pytanie o sens tworzenia tego typu muzyki. Na płycie można znaleźć dziesięć utworów z których każdy jest zbudowany na podobnej zasadzie. Dominują tutaj proste struktury rytmiczne, których natarczywość wskazuje na to, że miały one [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-46"></span><strong>Gale Grand Central &#8211; The 1944 Samaritan Manual</strong></p>
<p>Może wyjdę na ignoranta, ale powiem szczerze, że nie umiem sobie odpowiedzieć na pytanie o sens tworzenia tego typu muzyki.</p>
<p>Na płycie można znaleźć dziesięć utworów z których każdy jest zbudowany na podobnej zasadzie. Dominują tutaj proste struktury rytmiczne, których natarczywość wskazuje na to, że miały one być główną atrakcją tego albumu. Niestety okazuje się, że ta płyta poza bombardowaniem słuchacza monotonnym waleniem niewiele jest mu w stanie zaoferować. Klimatycznym miało być chyba chropowate brzmienie każdej z tych kompozycji, ale szczerze mówiąc niewiele to zmienia, a w niektórych miejscach brzmi wręcz fatalnie.</p>
<p>Jeśli ktoś oczekuje od muzyki czegoś więcej niż kiwania głową do uproszczonego rytmu to szczerze odradzam. Gdyby chociaż część z utworów mogła się pochwalić jakimś rozbudowanym tłem dla owych dudnień to może byłoby lepiej. Niestety większość kompozycji to po prostu bezpłciowe zlepki dźwięków układających się w monotonne struktury bez jakiegokolwiek wyrazu. Z drugiej strony można się pokusić o refleksję, że być może autor celowo poskąpił swojemu dziełu jakiegokolwiek klimatu. Tylko po co miałby to robić?</p>
<p>Potańczyć też przy tym trudno, można się co najwyżej pokiwać. Tylko czy takie kiwanie pozbawione jakiegokolwiek celu może się komuś podobać? Pewnie tak, ale nie wiem czy autorowi zależało na pozyskaniu akurat tej grupy odbiorców.</p>
<p>4/10</p>
<p><strong>Goreghast &#8211; Nightmares </strong></p>
<p>Goreghast to projekt poboczny Destroyera, twórcy Paranoia Inducta. Przeczytawszy notkę wydawniczą pomyślałem sobie &#8222;nareszcie coś dla mnie&#8221;. Srodze się jednak zawiodłem.</p>
<p>Na krążku znalazła się ponad godzina muzyki określonej przez wydawcę jako black / dark ambient. Miało więc być klimatycznie, a wyszło niestety dość nijako. Dark ambientowe plamy połączone są tutaj z rytmem wybijanym przez jakąś syntetyczną perkusję. Całość uzupełniają bliżej nieokreślone dźwięki i spowolniony, puszczony od tyłu głos. Już na wstępie zraziła mnie do tego materiału przesadna sztuczność objawiająca się głównie w syntetycznym rytmie. Naprawdę ciężko mi się wczuć w jakikolwiek klimat gdy słyszę w kawałku &#8222;Nightmares&#8221; perkusję, która brzmi jakby była wprost wyjęta z keyboarda. Kolejną wadą tego materiału jest nuda, którą wywołuje. Nie znalazłem na tej płycie w zasadzie żadnego intrygującego momentu, który na dłużej przykułby moją uwagę. W konsekwencji te wszystkie &#8222;usterki&#8221; powodują kompletny brak jakiejkolwiek atmosfery.</p>
<p>Na koniec warto zwrócić uwagę na niekonwencjonalną formę wydania tego albumu i posłuchać sampli ze strony wydawcy, aby wyrobić sobie własną opinie. Mnie ten materiał nijak do siebie nie przekonuje.</p>
<p>4/10</p>
<p><strong>HoarfrosT &#8211; Dungeon </strong></p>
<p>Hoarfrost to stosunkowo nowy, rodzimy projekt i jak do tej pory udało mu się wydać krótki (22min) materiał w nie mniej świeżym, polskim netlabelu Kaos Ex Machina.</p>
<p>Dungeon &#8222;zagłębia się w ciemność, zwątpienie i niemożność ucieczki od bólu (zarówno emocjonalnego, jak i fizycznego)&#8221;. Szczerze powiedziawszy tego typu opisy trochę mnie odstraszają bo zasadniczo nic konkretnego nie mówią. Mniejsza jednak z tym, muzyki nie da się przecież wyrazić słowami.</p>
<p>Hoarfrost prezentuje 6 utworów, które wydają się być trochę chaotyczne i nieprzemyślane. Brakuje mi tutaj jakiegoś jednego konkretnego konceptu, który zlepiłby to wszystko w jedną całość. Słychać, że Hoarfrost w dalszym ciągu jest na etapie poszukiwań i eksperymentuje z wieloma różnymi elementami, które czasami dość słabo do siebie pasują. Przytoczyć tutaj można dość charakterystyczny, &#8222;syntetyczny&#8221; świst z utworu Amorphous Emptines, który na myśl przywodzi mi &#8222;Przybyszów z matplanety&#8221;, a nie ból, ciemność i zwątpienie. Sporo tutaj elementów rytmicznych i rozwodnionych teł, niestety samo brzmienie jest dość płaskie. Na pochwałę zasługuje utwór &#8222;Towards The Light&#8221;, który ma w sobie sporo potencjału i pozwala mieć nadzieję, że kolejne materiały HoarfrosT będą już bardziej dojrzałe.</p>
<p>Należy również dodać, że &#8222;Dungeon&#8221; można ściągnąć za darmo ze strony <a href="http://www.kaos-ex-machina.xn.pl/" target="blank">Kaos Ex Machina</a>.</p>
<p>4/10</p>
<p><strong>Hoarfrost / Mrok &#8211; The Girl Who Loved Tattoos </strong></p>
<p>Ten split to krótki materiał poświęcony specyficznym upodobaniom pani Ilse Koch, żony komendanta hitlerowskiego obozu w Buchenwaldzie. Temat trochę infantylny, ale muzyce warto poświęcić trochę czasu. Cały materiał trwa niespełna 20 minut i zawiera się w 3 kawałkach. Na szczególną uwagę zasługuje Hoarfrost, który zadebiutował niezbyt pomyślnie materiałem Dungeons. Tym razem poszedł bardziej w stronę klasycznego, odhumanizowanego dark ambientu. Nie jest to może nic specjalnego, ale bez wątpienia słychać duży progres. Mrok z kolei trochę rozczarowuje. O ile sama muzyka jakoś się broni to jednak użyte filmowe sample skutecznie odstraszają i niszczą cały klimat.</p>
<p>Mimo wszystko split robi dość pozytywne wrażenie. Każdemu miłośnikowi tego typu dźwięków polecam odwiedzić stronę <a href="http://www.kaos-ex-machina.xn.pl/" target="blank">Kaos Ex Machina</a> na której można go za darmo pobrać. Oceny nie wystawiam z powodu znikomej długości tego materiału.</p>
<p><strong>Horolgium &amp; Moljebka Pvlse &#8211; Kaukasus</strong></p>
<p>Powiem bez ogródek że to wydawnictwo niezbyt przypadło mi do gustu. Muszę jednak dodać że nie widzę w tym albumie żadnych poważniejszych wad czy niedociągnięć, po prostu najzwyczajniej w świecie nie spełnił moich oczekiwań.</p>
<p>Beast Of Prey zdążyło nas przyzwyczaić do niekonwencjonalnego sposobu wydawania swoich płyt. Podobnie jest i w tym przypadku. Zadrukowana tektura w której mieści się płyta jest owinięta w kawałek lnianego materiału. Wygląda to naprawdę ciekawie i estetycznie.</p>
<p>Pierwszy problem widzę w tym że muzyka zawarta na tej płycie całkowicie rozmija się z obraną przez autorów koncepcją. W swoim pierwotnym zamierzeniu &#8222;Kaukasus&#8221; był poświęcony &#8222;nieustającemu w konfliktach narodowościowych regionowi Kaukazu, jego potężnej i pięknej kulturze, oraz ludziom zamieszkującym te zaklęte regiony&#8221;. Niestety bardzo ciężko jest mi przyrównać ten opis do zawartości krążka. Wygląda to tak jakby autorzy na siłę starali się doczepić do swojego albumu jakąś myśl przewodnią. Kiedy w drugim utworze usłyszałem sampel z głosem Ryszarda Kalisza (a przynajmniej z tą personą mi się on skojarzył) rozbiło to w pył skrzętnie budowaną atmosferę jaką starał się stworzyć pierwszy kawałek. Takich dziwnych momentów jest jeszcze kilka. Powodowały one bezskuteczne próby odpowiedzi na pytanie &#8222;o co im właściwie chodzi?&#8221;. Oczywiście kwestią otwartą pozostaje to czy moja interpretacja nie poszła w złym kierunku.</p>
<p>Na płycie dominują mroczne, dźwiękowe plamy przeplatane na przemian z bardziej industrialnymi utworami. Niestety monotonia tych pierwszy staje się z czasem dość upierdliwa, a te drugie nie zaskakują niczym nowym. Pomimo wszystko trzeba zaznaczyć że na pewno nie jest to album słaby. Moim zdaniem nie ma w nim jednak nic co jakoś szczególnie zasługiwałoby na uwagę.</p>
<p>5/10</p>
<p><strong>Horologium &#8211; Songs For Hunters</strong></p>
<p>Ten krótki, niespełna 21minutowy materiał to kolejne dzieło Horologium, które znacząco odbiega jednak od tego do czego przyzwyczaił nas ten projekt. Mamy tutaj do czynienia z bardzo dziwną mieszanką sampli zaczerpniętych z muzyki klasycznej, krautrocka (!) i tony innych nie mniej zaskakujących rzeczy. Z tego niecodziennego połączenia powstał materiał przemyślany i intrygujący. Bardzo podoba mi się już sam koncept tego wydawnictwa, które jak sama nazwa wskazuje koncentruje się wokół motywu myśliwego. Bardzo estetyczna oprawa jeszcze bardziej podkreśla charakter tej płyty. O samej muzyce ciężko jest napisać coś więcej bo trudno oddać słowami jej specyfikę. Zachęcam więc do samodzielnego odkrywania uroków tego wydawnictwa. Mam szczerą nadzieję, że ten zwrot w muzyce Horologium nie jest jedynie chwilowym kaprysem.</p>
<p>7/10</p>
<p><strong>Hieronymus Bosch &#8211; The Dream Songs</strong></p>
<p>Projekt &#8222;Hieronymus Bosch&#8221; stworzył płytę o dziecięcych koszmarach. Już sama oprawa graficzna, składająca się głównie ze zdjęć nieletnich żołnierzy walczących w Powstaniu Warszawskim robi duże wrażenie.</p>
<p>Ciężko jest mi jakoś jednoznacznie nakreślić charakter tej płyty. Prawie każda kompozycja diametralnie różni się tutaj od swojej poprzedniczki. Nie ma to jednak wpływu na ogólny klimat tego albumu, który momentami przypomina bardzo mroczną, oniryczną wizję. Typowo industrialne hałasy (Diana&#8217;s Hammer) przeplatają się tutaj z różnymi dźwiękowymi eksperymentami (Engraved Stones and Metal Plates). Ten zabieg jeszcze bardziej podkreśla obraną przez twórców koncepcję snu przepełnionego nagłymi zwrotami akcji.</p>
<p>Najbardziej interesująca jest jednak atmosfera tego albumu. Nawet dźwięk pozytywki staje się na tutaj zapowiedzią czegoś złowieszczego i wprowadza sporą dawkę niepokoju. Takich momentów jest na tym albumie bardzo dużo. Dużą zaletą jest również różnorodność poszczególnych utworów co nie pozwala na znużenie i mocno absorbuje uwagę słuchacza.</p>
<p>Ten album bardzo silnie pobudza wyobraźnię. Konfrontacja dziecięcego umysłu z koszmarem rzeczywistości okazała się bardzo ciekawym pomysłem. Dodając do tego jeszcze nienaganną realizację techniczną i staranną oprawę mogę śmiało stwierdzić, że jest to jeden z lepszych albumów z jakimi miałem się ostatnio okazję zapoznać. Polecam tą płytę każdemu miłośnikowi intrygujących i mrocznych dźwięków.</p>
<p>8/10</p>
<p><strong>Infamis &#8211; Upiór</strong></p>
<p>Przyznam się szczerze że zazwyczaj niechętnie podchodzę do projektów które w swojej muzyce starają się wykorzystywać jakieś namiastki brzmienia prawdziwych instrumentów. Nie wspominając już o tym że umiejętność tworzenia melodii u takich twórców jest zazwyczaj dość nikła. Z takich eksperymentów powstają najczęściej tylko pokraczne, neoklasycystyczne dziwolągi. Tym większe było moje zaskoczenia gdy po raz pierwszy przesłuchałem płytę Infamisa. Widać że autor włożył w ten materiał naprawdę sporo wysiłku i co najważniejsze efekt tej pracy jest naprawdę ciekawy.</p>
<p>Pierwszym miłym zaskoczeniem była niezwykle efektowna forma wydania tego albumu. Przybrała ona formę książeczki z czarną okładką i złotymi nadrukami. W jej środku można znaleźć zbiór naprawdę intrygujących rysunków wraz z cytatami, które są przyporządkowane do każdego z utworów. Te smaczki wytwarzają specyficzną atmosferę jeszcze zanim płyta w ogóle znajdzie się w odtwarzaczu. Alegoryczne rysunki i niejednoznaczne cytaty pozwalają na dość szeroką interpretację (chociaż może to ja jestem zbyt tępy żeby je w pełni i jednoznacznie zrozumieć ;) ). Za ten posmak tajemnicy autorowi należą się ogromne brawa.</p>
<p>Muzyka zawarta na tym albumie to w większości bardzo zgrabnie skomponowane, zapętlone melodie. Infamis pokusił się również o stworzenie utworów które w większym stopniu ocierają się o dark ambient. Moim faworytem jest w tym wypadku &#8222;Iluzjonista krwi&#8221; z bardzo umiejętnie wkomponowanymi samplami. Nie znajdziemy na tym albumie przesadnego patosu ani denerwujących, &#8222;plastikowych&#8221; brzmień. W tej materii jest on bardzo wyważony. Jedynym zgrzytem jest dla mnie dość dziwnie spreparowany wokal w ostatnim utworze.</p>
<p>Spotkałem się z zarzutem że tytuły utworów nijak nie korespondują z samą muzyką. Dla mnie jest to kompletna bzdura, szczególnie w ustach kogoś kto miał chociażby w małym stopniu kontakt z podobnymi albumami. Ze swojego doświadczenia wiem że każdy może interpretować dany utwór inaczej i to właśnie w tym widzę największą zaletę tego typu wydawnictw.</p>
<p>Na koniec chciałem dodać że tak naprawdę nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia czy autor posiada w swojej głowie jednoznaczną interpretację każdego z wymienionych powyżej elementów. Chyba największą frajdą jaką dał mi ten album była możliwość indywidualnego poskładania tego wszystkiego w jedną całość. Do tego samego zachęcam wszystkich którzy będą mieli okazję zapoznać się z tym wydawnictwem.</p>
<p>7/10</p>
<p><strong>In Ruins &#8211; Seeds Of The Past</strong></p>
<p>&#8222;Seeds Of The Past&#8221; to 30 minutowe demo formacji In Ruin. Jest to projekt który całymi garściami czerpie z takich klasyków neofolku jak Of The Wand And The Moon czy Death In June.</p>
<p>Na płycie znajduje się 8 piosenek. Na większość z nich składa się jedynie wokal któremu akompaniuje gitara akustyczna. Jakość nagrania pozostawia niestety wiele do życzenia. Pomimo tego płyty słucha bardzo przyjemnie i co ciekawe ta dość mocno wyczuwalna wtórność w niczym nie przeszkadza.</p>
<p>Wykorzystując tak ubogie instrumentarium ciężko się silić na jakieś bardziej skomplikowane kompozycje. Na &#8222;Seeds Of The Past&#8221; dominują więc dość proste utwory utrzymane w klasycznej dla tego gatunku, ponurej konwencji. Wokal ciężko nazwać tutaj śpiewem. Jest to raczej niezrozumiały szept bardzo podobny do tego z utworów Of The Wand And The Moon. Na krążku znajduje się również dość udany cover &#8222;Oh Coal Black Smith&#8221; Current 93.</p>
<p>In Ruin nie zaskakuje niczym oryginalnym. Jest to dość przeciętny album na którym znaleźć można kilka ciekawych momentów. Powinni się z nim zaznajomić wszyscy fani neofolku, reszta może sobie odpuścić.</p>
<p>6/10</p>
<p><strong>Isothesis &#8211; Cocoon of the Red Light</strong></p>
<p>Isothesis to francyski projekt dark ambientowy, którego nowy materiał ujrzał światło dzienne dzięki Beast Of Prey.</p>
<p>Całość składa się z pięciu kompozycji, które razem tworzą 45minutową spójną całość. Płyta zdaje się być przemyślanym, zamkniętym konceptem, którego poszczególne elementy nawzajem się uzupełniają. Nie ma tutaj żadnych wybijających się przed szereg fragmentów, ale dzięki tej swoistej równowadze płyty słucha się z dużą przyjemnością. Album otwiera miły dla ucha dźwięk dzwoneczków, który zostaje przerwany przez kolejne, masywne i gęste tła. Podobnie jest w ostatnim utworze, który na początku zdaje się zawierać w sobie iskierkę nadziei, ale wkrótce przeradza się w kolejną złowrogą strukturę. Na pochwałę zasługuje realizacja i brzmienie poszczególnych utworów.</p>
<p>Wszystko wydaje się być w porządku, ale jednak brakuje mi tutaj jakiegoś charakterystycznego elementu, który mógłby odróżnić Isothesis od innych projektów. Wypada nam jedynie czekać na kolejne pozycje tego artysty i mieć nadzieję, że odnajdzie on swój własny styl. Nie zmienia to jednak faktu, że &#8222;Cocoon of the Red Light&#8221; to solidna dawka dark ambientowych dźwięków. Na szczególną uwagę zasługuje estetyczna oprawa graficzna tego wydawnictwa, która idealnie wpisała się w mój zmysł estetyczny.</p>
<p>7/10</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://strzyga.darknation.eu/?feed=rss2&#038;p=46</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Archiwum recenzji (A &#8211; F)</title>
		<link>http://strzyga.darknation.eu/?p=41</link>
		<comments>http://strzyga.darknation.eu/?p=41#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 23 Sep 2009 22:46:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ammon</dc:creator>
				<category><![CDATA[Archiwum recenzji]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://strzyga.darknation.eu/?p=41</guid>
		<description><![CDATA[Accomplice Affair &#8211; Jezioro Wspomnień Zaklęty doznaniem wolności ptak Dotknął nieba A potem odleciał nad jezioro wspomnień By spojrzeć wstecz i przywołać Niespełnione marzenia I nie odkryte myśli To jeden z przykładów twórczości jaką raczy nas we wkładce do swojej nowej płyty autor (pisownia oryginalna). Nie jestem znawcą poezji, ale nie trzeba nim chyba być [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-41"></span><strong>Accomplice Affair &#8211; Jezioro Wspomnień </strong></p>
<p>Zaklęty doznaniem wolności ptak<br />
Dotknął nieba<br />
A potem odleciał nad jezioro wspomnień<br />
By spojrzeć wstecz i przywołać<br />
Niespełnione marzenia<br />
I nie odkryte myśli</p>
<p>To jeden z przykładów twórczości jaką raczy nas we wkładce do swojej nowej płyty autor (pisownia oryginalna). Nie jestem znawcą poezji, ale nie trzeba nim chyba być żeby bez ogródek powiedzieć, że poziom tych liryk jest krótko mówiąc beznadziejny. Niestety muzycznie nie jest o wiele lepiej. Jezioro Wspomnień to 8 kompozycji które opierają się na prostych gitarowych motywach, plamistych tłach i przetworzonych melodeklamacjach. Niestety brzmienie jest bardzo słabe, a poszczególne tracki zdają się niczym od siebie nie różnić. Nie znalazłem na tym albumie niczego co przykułoby moją uwagę na dłużej. Autorowi polecam, aby przemyślał koncept na którym chce oprzeć to co robi i postarał się o polepszenie czysto technicznej strony swojej twórczości. Jest na tej płycie kilka momentów, które przy większym nakładzie pracy mogłyby rokować na coś więcej, ale jak na razie jest bardzo słabo.</p>
<p>Płyta została wydana nakładem My Hands Music, labelu, który został stworzony specjalnie dla potrzeb Accomplice Affair.</p>
<p>2/10</p>
<p><strong>Artefactum &#8211; Rosarium Hermeticum</strong></p>
<p>Ten wydany własnym sumptem cdr to kolejny materiał Artefactum inspirowany hermetyzmem i alchemią. Mistyczna atmosfera podszyta rytualnym tłem zainteresuje na pewno każdego miłośnika tego typu dźwięków.</p>
<p>Artefactum wypracowało swój własny, bardzo charakterystyczny styl. Niepokojący klimat nie wynika tutaj z typowych zabiegów stosowanych przez innych tworców dark ambientowych pejzaży, ale powstaje dzięki ezoterycznej otoczce i atmosferze tajemnicy. Sporo tutaj kobiecych melodeklamacji, szeptów i delikatnych dźwięków. Nie brakuje również rytualnych bębnów i rozmytych dźwiękowych plam. Delikatność miesza się z bardziej wyrazistymi momentami i o dziwo wszystko dobrze ze sobą współgra. Jedyne co mnie denerwuje to momentami przesadna syntetyczność niektórych fragmentów co niezbyt pasuje do obranej koncepcji.</p>
<p>Sporo w tym materiale jakieś niemożliwej do sprecyzowania kobiecości i magii. Szczególną uwagę należy również zwrócić na oprawę okraszoną &#8222;różanymi&#8221; motywami. Zdjęcia autorki imitujące stare fotografie to już może lekka przesada, ale w każdym razie wygląda to bardzo estetycznie i podkreśla specyfikę płyty.</p>
<p>Nie jest to może jakiś przełomowy materiał, ale na pewno spodoba się każdemu kto lubuje się w odkrywaniu dźwiękowych tajemnic. Polecam szczególnie paniom.</p>
<p>7/10<strong> </strong></p>
<p><strong>Astral Surf Gypsies &#8211; Breath of the Rat Lady </strong></p>
<p>Nie ma sensu pisać kolejnego bełkotliwego wstępu. Breath of the Rat Lady to zdecydowanie jeden z najlepszych albumów jakie ostatnio usłyszałem. Być może mam skrzywiony gust ale ta psychodeliczna mieszanka dźwiękowych eksperymentów naprawdę mnie oczarowała.</p>
<p>Podziwiam Bunkier Productions za wydanie tego materiału. Jest to album który przypadnie do gustu raczej nielicznej grupie miłośników muzycznych tripów. Astral Surf Gypsies stworzyło płytę która przypomina dźwiękowy zapis wrażeń jakie można uzyskać po zażyciu różnorakich środków psychotropowych. Dźwięki gitary akustycznej są tutaj doprawiane różnymi elektronicznymi plamami, świstami, dronami i toną innych niemniej zakręconych rzeczy. Niekiedy kompozycje przybierają bardziej strawną, wręcz piosenkową formę ale zachowują swój specyficzny klimat. Środek płyty wypełniają za to o wiele bardziej eksperymentalne utwory pełne trudnych do opisania dźwięków. Nie ma tutaj miejsca na hipisowską wesołkowatość. Wbrew pozorom wydźwięk tego albumu jest dość przytłaczający. Utwory zdają się być zgęstniałymi wizjami w których natłok obrazów uniemożliwia jakąkolwiek interpretację. W niektórych utworach pojawia się również wokal który moim zdaniem idealnie pasuje do specyfiki tej płyty. W warstwie tekstowej można znaleźć odniesienia do &#8222;Księgi Prawa&#8221; Crowleya co jeszcze bardziej nadaje charakteru tej muzyce.</p>
<p>Nie znajdziemy na tym albumie jakiś nowatorskich rozwiązań. Zresztą nie było to zapewne celem wydawania tej płyty. Breath of the Rat Lady to po prostu kawał świetnej muzyki przeznaczonej dla dość wąskiego grona odbiorców. Wielkie brawa dla Bunkier Productions za to że nie boi się wydawać rzeczy niekonwencjonalnych, które nie mają żadnych szans na szerszy poklask.</p>
<p>8/10</p>
<p><strong>Black Mesa Research &amp; Darkness And Silence split</strong></p>
<p>Na początek kilka słów wstępu. Far From Showbiz to polski netlabel zajmujący się wydawaniem różnych dziwnych projektów z pogranicza eksperymentalnej elektroniki. Wszystkie płyty wypuszczone przez ten label, a jest ich już 77 (sic!), można całkowicie za darmo pobrać z <a href="http://www.farfromshowbiz.tk/" target="blank">tej strony</a>. Naprawdę warto tam poszperać bo można się natknąć na sporo interesujących pozycji.</p>
<p>Recenzowany przeze mnie album to split dwóch dark ambientowych projektów. Zbyt wiele nie mogę o nich powiedzieć oprócz tego, że ich nazwy są dość zastanawiające.</p>
<p>Black Mesa Research prezentuje na tym materiale trzy utwory. W większości są to bardzo minimalistyczne, intrygujące konstrukcje dźwiękowe złożone z charakterystycznych pisków i trzasków podszytych gdzieniegdzie plamami niskich dudnień. Nie ma w tym nic odkrywczego, ale każdy z tych utworów posiada bardzo specyficzny klimat. Mnie osobiście nasuwa on skojarzenia z laboratoriami i atmosferą sterylnych pomieszczeń. Efekt psuje trochę wrażenie przesadnej przypadkowości niektórych dźwięków i braku jakiegoś porządku.</p>
<p>Kolejne trzy utwory to dzieła Darkness And Silence. Ten projekt prezentuje bardziej &#8222;tradycyjne&#8221; oblicze dark ambientu. Na jego materiale dominują mroczne plamy połączone z przemysłowymi dźwiękami. Trochę mnie zastanawia po co autor psuje budowany przez siebie klimat wstawiając na końcu każdego z utworów sample nawiązujące do bardziej militarnej stylistyki. Motyw hitlerowskich Niemiec był już tyle razy przerabiany, że odwoływanie się do niego jest całkowicie zbędne, a wręcz tandetnie płytkie. Szczególnie w wypadku gdy robi się to w tak dziwny sposób.</p>
<p>Split tematycznie wydaje się być dźwiękowym rozważaniem nad ideałem człowieka. Takie wnioski nasuwa okładka i &#8222;aryjskie&#8221; motywy w niektórych utworach. Moim zdaniem jest to jednak zbyt naciągane.</p>
<p>Ten split nie przynosi niczego odkrywczego, ale utrzymuje dość dobry poziom. Biorąc pod uwagę, że można go ściągnąć całkowicie za darmo, polecam jego przesłuchanie każdemu miłośnikowi dark ambientowych pejzaży.</p>
<p>6/10</p>
<p><strong>Blood &amp; Sand &#8211; Bardo </strong></p>
<p>Byłbym wielce rad gdyby Bunkier w dalszym ciągu kierował się w stronę, którą wyznaczył przez swoje ostatnie wydawnictwa. &#8222;Bardo&#8221; to moim skromnym zdaniem jeden z najlepszych neofolkowych albumów jakie wyszły w zeszłym roku.</p>
<p>O samym zespole wiadomo bardzo niewiele. Z tego co udało mi się dowiedzieć ten rosyjski projekt już niestety nie istnieje. Światła na całą sytuację nie rzuca nawet wkładka Bardo, która na wyraźne polecenie twórców nie zawiera żadnych bliższych informacji. Wbrew pozorom jest to jednak wielka zaleta wschodniej sceny. Zamiast kilkudziesięciu zdjęć wklejonych w każdym możliwym miejscu na sieci dostajemy kawał porządnego grania.</p>
<p>Od strony muzycznej ciężko się do czegokolwiek przyczepić. Bogate instrumentarium, rozbudowane (jak na neofolk) aranżacje i w miarę porządna realizacja składają się na ponad 45 minut muzyki podzielonej na 11 utworów. Na uwagę zasługuję łatwość z jaką Blood&amp;Sand posługuje się chwytliwymi (momentami może nawet za bardzo) melodiami i nastrojowymi melodeklamacjami w języku rosyjskim. Cokolwiek bym jednak nie napisał najważniejsza jest jednak całkiem inna sprawa; Ta muzyka ma w sobie po prostu to &#8222;coś&#8221; co pozwala wielokrotnie do niej wracać. Może chodzi tutaj o szczerość, która bije z tego krążka, a której próżno szukać na niejednym wychwalanym albumie.</p>
<p>Nie ma sensu opisywać samej muzyki, polecam zapoznać się z samplami, które powinny zaostrzyć apetyt. Mogę jedynie dodać, że wszystko zostało wydane w estetycznej, klimatycznej oprawie. Drażnić może jedynie to, że booklet, który się na nią składa nie jest polakierowany przez co widać na nim odciski palców co może drażnić zatwardziałych estetów. Na zakończenie wypada życzyć sobie żeby Bunkier w dalszym ciągu eksplorował wschodnie rejony i co jakiś czas raczył nas podobnym klimatem.</p>
<p>8/10</p>
<p><strong>Buben &#8211; Furor Poetics </strong><em><br />
</em></p>
<p>&#8222;Furor Poetics&#8221; to projekt białoruskiego artysty Vladislav&#8217;a Buben&#8217;a. Szczerze mówiąc zaskoczył mnie ten materiał bo No Angels Prod. przyzwyczaiło nas do nieco innej muzyki.</p>
<p>Naprawdę ciężko określić dźwięki zawarte na tym krążku. Ta dziwna mieszanina syntetycznych odgłosów, plam i sampli wymyka się jednoznacznej klasyfikacji. Jedyne co przychodzi mi do głowy słuchając tego materiału to &#8222;sterylność&#8221;. Muzyka Bubena zdaje się być odarta z emocji i o dziwo wcale nie uznaję tego za wadę, to bardziej świadomy zabieg, który stwarza bardzo specyficzny klimat. Ową atmosferę idealnie uchwyciła szata graficzna tego wydawnictwa. Koncentruje się ona wokół wizerunków postaci przypominających posągi, albo manekiny. Wszystko jest stonowane, wręcz &#8222;zimne&#8221;, a przy tym niezwykle estetyczne. Sama muzyka zdaje się być nieco chaotyczna i bardzo gęsta. Skrawki melodii mieszają się z syntetycznym pulsem, by być za chwilę zastąpione przez bardziej hałaśliwe struktury. Pomimo tego dźwięki zawarte na tym krążku są jakby pozbawione życia, są tylko strzępami zmuszonymi do bezcelowego ruchu. Właśnie to jest dla mnie największym plusem tego albumu, ten trudny do sprecyzowania klimat sterylności. Płyta Buben&#8217;a nnie jest jakimś przełomem, ale na pewno znajdą się tacy, którym dostarczy ona wiele przyjemności.</p>
<p>6/10</p>
<p><strong>Dead Factory &#8211; [Industreality] </strong><em><br />
</em></p>
<p>Trzy utwory, niespełna 20minut muzyki to trochę za mało żeby w pełni ocenić zamierzenia autora. Na szczęście Dead Factory od dawna podążą wytyczoną przez siebie ścieżką. Muzyka Maćka nosi w sobie wyraźne piętno jego miejsca zamieszkania, przemysłowe krajobrazy kreślone przy pomocy dźwięków idealnie oddają atmosferę Górnego Śląska. Wielka szkoda, że nie jest to pełny materiał bo pozostawia spore uczucie niedosytu. Płytka została wydana w ramach Prodistri, sublabelu War Office, który miał promować nowych, ciekawie zapowiadających się wykonawców. Niestety nic nie zapowiada kontynuacji tego przedsięwzięcia. Jeżeli ktoś jest zainteresowany tym materiałem polecam osobisty kontakt z autorem. Oceny nie wystawiam z racji długości tego krążka.</p>
<p><strong>Division S &#8211; something to drink 4 </strong><em><br />
</em></p>
<p>To już czwarta płyta z serii &#8222;something to drink&#8221;. Wypada więc chyba postawić sobie pytanie czy to już nie za dużo?</p>
<p>Klimat w stosunku do poprzedniczki jakby trochę złagodniał, ale wciąż nasuwa myśli o pijackich spelunkach i powolnym zasypianiu w oparach alkoholu. Mniej tutaj sampli, więcej żywych instrumentów przez co spora część kawałków nabiera formy dość prostych piosenek. Czwórka zdaje się być bardziej przemyślana, tworzona z większą świadomością tego co chce się uzyskać. Słychać trochę niechlujstwa w samej jakości niektórych nagrań, ale bardziej przypomina to świadomy zabieg, niż wynik jakiś niedopatrzeń. Na uwagę zasługuje charakterystyczna, jakby &#8222;jazzowa&#8221; perkusja, która idealnie wpisuje się w klimat tego krążka. Ogromną zaletą Division S jest również łatwość w konstruowaniu, prostych, ale bardzo chwytliwych i smutnych melodii.</p>
<p>Zdawać by się mogło, że jedna z najbardziej alkoholowych kapel zaczyna powoli &#8222;trzeźwieć&#8221;. Kupujcie więc płyty żeby mieli za co chlać na piątce bo jeśli uda im się utrzymać tak wysoki poziom to nuda ze strony &#8222;something to drink&#8221; nam nie grozi. Polecam.</p>
<p>8/10</p>
<p><strong>Division S &#8211; something to drink 4 </strong><em><br />
</em></p>
<p>To już czwarta płyta z serii &#8222;something to drink&#8221;. Wypada więc chyba postawić sobie pytanie czy to już nie za dużo?</p>
<p>Klimat w stosunku do poprzedniczki jakby trochę złagodniał, ale wciąż nasuwa myśli o pijackich spelunkach i powolnym zasypianiu w oparach alkoholu. Mniej tutaj sampli, więcej żywych instrumentów przez co spora część kawałków nabiera formy dość prostych piosenek. Czwórka zdaje się być bardziej przemyślana, tworzona z większą świadomością tego co chce się uzyskać. Słychać trochę niechlujstwa w samej jakości niektórych nagrań, ale bardziej przypomina to świadomy zabieg, niż wynik jakiś niedopatrzeń. Na uwagę zasługuje charakterystyczna, jakby &#8222;jazzowa&#8221; perkusja, która idealnie wpisuje się w klimat tego krążka. Ogromną zaletą Division S jest również łatwość w konstruowaniu, prostych, ale bardzo chwytliwych i smutnych melodii.</p>
<p>Zdawać by się mogło, że jedna z najbardziej alkoholowych kapel zaczyna powoli &#8222;trzeźwieć&#8221;. Kupujcie więc płyty żeby mieli za co chlać na piątce bo jeśli uda im się utrzymać tak wysoki poziom to nuda ze strony &#8222;something to drink&#8221; nam nie grozi. Polecam.</p>
<p>8/10</p>
<p><strong>Funerary Call &#8211; The Black Root </strong><em><br />
</em></p>
<p>Funerary Call to nieistniejący już, dark ambientowy projekt z Kanady. Album &#8222;The Black Root&#8221; ma być dźwiękowym przedstawieniem rytów czarnej magii, chaosu i zniszczenia. Gdy przeczytałem ten opis po raz pierwszy pomyślałem, że mam naprawdę przekichane.</p>
<p>Klasyczne, dźwiękowe plamy są na tym albumie w wielu miejscach sprzężone z rytualną rytmiką co daje całkiem dobre efekty. Całości dopełnia przesterowany głos, który wypada już nieco gorzej. Jeżeli mam być szczery to muszę przyznać, że pomimo &#8222;złowrogiej&#8221; otoczki atmosfera tego albumu rzeczywiście jest bardzo niepokojąca. Niskie dudnienia przeplatane pozornymi chwilami wytchnienia dość sugestywnie oddziałują na wyobraźnię. Spodziewałem się infantylnych peanów na cześć diabła, a dostałem porządną porcję niezbyt oryginalnego, mocno średniego dark ambientu.</p>
<p>Jeżeli ktoś lubi taką estetykę to może śmiało sięgnąć po ten album. Nie jest on może zbyt odkrywczy, ale jego rytualne fragmenty (w szczególności utwór &#8222;Works of fire&#8221;) są bardzo ciekawe. Klimatu dodaje fakt, że &#8222;The Black Root&#8221; został wydany na winylu.</p>
<p>5/10</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://strzyga.darknation.eu/?feed=rss2&#038;p=41</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
